Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łotwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łotwa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 listopada 2015

Wyprawa wakacyjna - garść statystyk oraz dzieło - film z wyjazdu

Garść statystyk:

1 - tyle było gleb - Młody paciaka na parkingu zaliczył
2 - tyle dni z deszczem mieliśmy
3 - kraje zwiedzane
4 - litry oleju trzeba było wlać do moto (jakieś 60% do afryki)
12 - dni w trasie
~50 - groszy kosztował nas kilometr przygody (wliczam w to wszystkie koszta na nas dwóch)
ok 1000 km szutrów przejechaliśmy
3830 km - tyle dokładnie przybyło mi na liczniku

to co przeżyliśmy i pozostało we wspomnieniach jest niepoliczalne.

Na koniec wisienka na torcie, klejnot w koronie, Młody obrazem ruchomym przemówi:


środa, 9 września 2015

Wyparawa wakacyjna - dzień szósty - Lucyn, Krasław, Dyneburg, Jeziorosy

10.08.2015

Wysuszeni, w dobrym humorze i z dobrymi prognozami pogody zaczynami wyciągać majdan z domku i objuczać nasze motocykle...
Nie było to takie zwykłe pakowanie, bo nie szło się skupić... do ośrodka przyjechały 2 mamusie z córeczkami pograć w tenisa - ludzie uroda, i kształty tych kobieta (wszystkich!!) były mocno ponadprzeciętne - naprawdę wyższa liga  i to taka z filmów dla dorosłych

Udało się, jedziemy - pierwsza szutrówka, w sumie dojazd z głównej drogi prowadzącej na Moskwę (wg tablicy jedyne 660 km) - na drodzę widzę leży biały miś (uprzedzając pytania nic nie brałem) Przygarnąłem miśka, zapiąłem pasami i od tej pory będzie jeździł ze mną.
Naszym pierwszym porannym celem był Lucyn i tamtejsze ruiny - dlatego też misiek ochrzczony został Lucek.

Ruiny nie wyglądają imponująco, ale mnie się podobały:





Obok zamku, a raczej po drugiej stronie fosy stoi typowy kościół luterański:



Z Lucyna kierujemy na południe - chcemy wdrapać się na wieżę na jedym z najwyższych szczytów Łotwy:



Na szczyt prowadzi 210 (jak się nie pomyliłem) schodów, ale widoczek pierwsza klasa - same pagórki i lasy:







Trzymając się naszego ulubionego typu dróg:



Podbijamy dawne tereny Rzeczypospolitej, tzn kierujemy się  Krasław. Miasto pięknie położne nad Niemnem, gdzieś czytałem, że aspirowało do bycia "Kazimierzem Dolnym" tamtych rejonów. Ładny i zadbany pałacyk tam mają:



przed którym jakaś księżniczka furę zaparkowała:



Dalej pięknym szutrem wzdłuż Niemna:



pędzimy do twierdzy w Dyneburgu.





Posilamy się w resturacji, z widokiem na wielkiego ślimaka:



i ruszamy na Litwę.
Granicę przekraczamy mocno podrzędnym przejściem, ale jest tablica z prędkościami - już (a może dopiero) wiemy, że na szutrówach legalne jest 70.
Bocznymi drogami docieramy pod elektrownie atomową w Ignalinie, a stamtąd na kamping w Jeziorosach - super miejscówka nad jeziorkiem. Meldowaliśmy się, a może byliśmy meldowani w 5 językach, każde pół zdania w innym, ale daliśmy radę i ubaw był po pachy




Na kolację spożywamy suszone ryby i m.in piwo 1410, na puszce, którego znajdziemy motyw z pewnego znanego obrazu:





Dzień kończy się pięknym zachodem słońca:


poniedziałek, 7 września 2015

Wyprawa wakacyjna - dzień piąty - Cesis, Araisi, Gulbene, Dzerkali

09.08.2015

Budzę się w nocy, słyszę padający na namiot deszcz i burze, zasypiam.....

Budzę się rano, wychodzę z namiotu i witam dzień....witam soczystą, staropolską cooorwą. Wilgotny grunt nie utrzymał zatankowanej pod korek afryki i ta położyła się na lewym boku. Na pierwszy rzut oka strat brak, troszkę paliwa pociekło, ale nie więcej jak 0,5 litra, płyn chłodniczy też w ilości takiej jak być powinien, ale humor na dzień dobry zepsuty.

Dla równowagi trampi pozostał w pionie, bo stał na centralce.

Pakujemy wilgotny namiot, i spadamy dalej w drogę, póki nie pada. To póki było krótkie, tak z 5 km. Postój przeciw-deszczówki na grzbiety i dawaj do Łotewskiego "Biskupina -  Araisi:

Zdjęcia mojego nie będzie - bo jest tak marne, że aż wstyd, znalezione na wiki:



Z racji skraplającej się atmosfery odpuszczamy zwiedzanie - widok z drogi nas zadowolił.

Ładujemy się na szturówki - troszkę śliskie się zrobiły, ale przynajmniej nie kurzy się (ot taka przyjemna odmiana).
Gdzieś, na którymś podbiciu od motocykla oddziela się mój deflektor - łapię go w locie, stop i wrzucam do kufra - od tej pory jakoś dziwnie kask przestał mi parować. Nie zamierzam w najbliższym czasie zakładać go z  powrotem.

Jak w tytule, bunkrów nie ma, ale jednym z naszych celów było kilka opuszczonych baz wojskowych. Na dziś zaplanowane są 2.

Jedna w okolice Gulbene, druga w okolicy Zeltini.
 Nastawimy gps'a na te pierwszą - jest o ex baza rakietowa, gdzie rakietki trzymali na tych duuuużych ziłach.

Pierwsze znajdujemy, wał osłaniający miejsce startu, potem nie zauważając zakazu wjeżdżamy na teren bazy.
Pakrujemy w garażu, na ścianie ściąga z budowy napędów ziła:



Troszkę się poszwędaliśmy tam,  bo nie pada pod dachem, a my mamy już lekko dość tego deszczu...



Robimy naradę bojową - męska decyzja, odpuszczamy drugą bazę i szukamy innego noclegu niż planowany. Od tego momentu, będziemy już wracać w stronę domu.

Rzut oka na nawigację, kampingowa pustka, jesteśmy na NE Łotwie, gdzie dokładnie nic nie ma - ok są pola i lasy.

Pierwszy sensowny kamp na nawi to jakieś 100 km - jedziemy tam.

Gdzieś po drodze, zupełnie przypadkiem przez bramę widzimy ładny pałacyk, zaglądamy (proszę się nie pytać, gdzie to nie pamiętam):



Docelowo lądujemy w Dzerkali (56.545584, 27.590326) - pusty i totalnie bezpłciowy kamp. Dziś decydujemy się na odrobinę szaleństwa, bierzemy domek, coby się wysuszyć i od godziny 16 dokładnie nic nie robić (ok gotowaliśmy i suszyliśmy się):



Powyższe zdjecie obrazuje jaki porządek panował w całym domku.
Koło godziny 18 pojawia się słoneczko,



i nawet całkiem ładny zachód:



Wieczorem w ramach relaksu oglądamy na yt klasykę filmu polskiego, "Mis".

We względu, że kamp znajduje się dokładnie po środku niczego - degustacji chmielowej nie uskuteczniamy.

wtorek, 25 sierpnia 2015

Litwa, Łotwa i kawałek Polski - wstęp do relacji z wakacyjnego wyjazdu

Zanim przejdziemy do sedna, czyli relacji z wyjazdu parę słów wstępu, czemu pojechaliśmy, tam a nie gdzie indziej....
 
 Plan na ten rok to wyjazd do Albanii, coby bunkry pooglądać...no dobra jakieś inne atrakcje też miały być, ale.....wracamy z Młodym z wypadu w Niski i Biesy, o czym możecie przeczytać w lipcowych postach. W Czarnym Dunajcu tankujemy motongi, a ze słoneczka wtedy nie brakowało, pan Celcjusz też wysoko był to wywiązał się oto taki dialog:
 
 - Jak w tej Albanii ma być tak gorąco przez cały czas to pier$$$ nie jadę tam - za własną kasę się męczyć
- No, masz racje....
- Jedźmy na północ tam powinno być chłodniej - ot taka Litwa, Łotwa i Estonia....
 
 W taki sposób mając już przygotowany plan na Bałkany zdecydowaliśmy się pojechać ostatecznie na Litwę, Łotwę i kawałek polskiej ściany wschodniej zaliczyć.
 
 Na zachętę, abyście tutaj zaglądali parę obrazków:
 

 

 



 
 CDN i to niebawem....

Jako mały ps. dodam, żeby nie liczyć na zdjęcia z miast, wielu zabytków etc....byliśmy tam po to aby rozkoszować się pyłem między zębami z lokalnych szutrówek wypłukiwanym lokalnym napitkiem chmielowym.