Pokazywanie postów oznaczonych etykietą transalp. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą transalp. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 listopada 2015

Wyprawa wakacyjna - garść statystyk oraz dzieło - film z wyjazdu

Garść statystyk:

1 - tyle było gleb - Młody paciaka na parkingu zaliczył
2 - tyle dni z deszczem mieliśmy
3 - kraje zwiedzane
4 - litry oleju trzeba było wlać do moto (jakieś 60% do afryki)
12 - dni w trasie
~50 - groszy kosztował nas kilometr przygody (wliczam w to wszystkie koszta na nas dwóch)
ok 1000 km szutrów przejechaliśmy
3830 km - tyle dokładnie przybyło mi na liczniku

to co przeżyliśmy i pozostało we wspomnieniach jest niepoliczalne.

Na koniec wisienka na torcie, klejnot w koronie, Młody obrazem ruchomym przemówi:


Wyprawa wakacyjna - dzień dziewiąty - Druskienniki, Płaska i ViR

13.08.2015

Znów zaczynamy dzień bladym świtem...znów koło 9.
Są wakacje, wyspać się trzeba :D

Z Troków jedziemy pierwsze na południe - do Druskiennik.
Po co? Ano mają tam ciekawe muzeum na wolny powietrzu - taki park, gdzie zakręcenie właściciele zbierają "street art" z epoki komunizmu - miejsce naprawdę warte odwiedzenia.
Pozwolę teraz aby przemówiły obrazy:

Parking oczywiście strzeżony:



Potem lekko surrealistyczne połączenie, struś, Lenin i alpaka:



Cosik z klimatem:



Odrobinę bardziej "ku chwale":



Miśki z olimpiady moskiewskiej, której poświęcony był jeden budynek:



No i Lenin wiecznie żywy:



Miejsce bardzo warte jest odwiedzenia, ma dość niepowtarzalny klimat.
Dla zainteresowanych kordy - 54.021591, 24.079448.

Ostatnia atrakcja na Litwie, dalej tylko szutrami do granicy (po drodze troszkę błądząc, ale było fajnie):



Docieramy do granicy Polski:



Skończyły się piękne szuterki, wracamy na nasz prawie off - w efekcie czego po ok 2 km odpada mi lewy migacz z przodu - welcome home  :p

W Sejnach próbujemy znaleźć miejscówkę, gdzie da się coś zjeść - albo parkingu niet, albo miejsc niet.
Męska decyzja jedziemy do Płaskiej - na ViR.

Szukając naszego miejsca docelowego (pole kempingowe Toleckiego) trafiamy na "zioma" z TCP i Bielska za jednym zamachem.

Rozstawiamy namiot, kąpiel w jeziorku i lecimy do "Wodnika", na szamę.... za mną cały dzień łaziły kartacze, mam szczęście wykupuje ostatnią porcję, Młody dla odmiany kotleta bierze...żarełko super, cena coś koło 13 pln za głowę w tym mała Łomża - taniocha jak za takie papu....ale chyba coś w nim było, bo na odchodne zauważamy smoka:



Dalej tylko ViR.....



sobota, 5 września 2015

Wakacyjna wyprawa - dzień czwarty: Mazirbe, Ryga, Ligatne, Cesis

08.08.2015

W czasie wieczornych rozmów  z rumuńskim bajkerem dowiadujemy się o cmentarzysku statków, które co prawda już minęliśmy, ale przez półwysep w poprzek idzie taka piękna szturuwa, że grzechem było nie nadłożyć parę km.

Pierwsze parę km jedziemy w 3 motocyklowej eskadrze, potem na mój znak    (tzn załączyłem kierunkowskaz), łapa w górę na pożegnanie i ogień w szuter - ot taki dobry dodatek do śniadania  :at:

Po jakiś ok 15 km jesteśmy z Mazirbe. Skąd to cmentarzysko łodzi, otóż był zwyczaj, że wyeksploatowane łodzie holowało się w morze i podpalało, władze wydały zakaz takich praktyk i coś trzeba było zrobić, no to ludziska zaczęli je gromadzić w jednym miejscu.
Na chwilę obecną w lesie można znaleźć jedynie kilka kadłubów, ale efekt i atmosfera miejsca jest naprawdę niepowtarzalna.





Dalej czekało na nas sporo km - w tym objechanie Rygi. Z objechania wyszło tyle, że przeszliśmy przez miasto dokładnie środkiem - zdjęć nie ma, na filmie jest kilka ujęć (tak czytacze, na koniec będzie jak zwykle smakowity film poskładany przez Młodszego).

Docelowo jedziemy co Cesis, ale oczywiście nie może być tak, że pojedziemy tam ot tak po prostu. W ramach poszukiwań ciekawych miejsc trafiłem na zdjęcie fajnego drewnianego promu na największej rzecze Łotwy Gauji w Ligatne i zachciało mi się nim przepłynąć - wyczytałem, że cena to 0,5 euro więc tym bardziej spoko...

Czekamy więc na nasz prom:



i się nim przeprawiamy - warto zaznaczyć, że jest to największa rzeka Łotwy:



Taka drobna uwaga co do promu - nie kosztowal 0,5 tylko 3,5 euro:vis:

Dalej szutrówką jedziemy do celu. Znajdujemy pole namiotowe nad rzeką, gdzie w czasie meldowania dowiaduję się, że to był najcieplejszy dzień na Łotwie.
Cóż potwierdzam było, ciepło, ale o tym później - czeka nas jeszcze mała przejażdżka.
Kawałek za miastem są czerwne klify schowane w lesie.





Na klifach ustalamy, że jedziemy do miasta na małe zakupy, karmienie nas i motocykli.

Po obiadku przejeżdżamy koło zamku...tzn ja nawet staję, Młody dojeżdża i pada hasło - pier.....c zamek idziemy popływać - to tak odnośnie temperatur.

Na kampie schłodziliśmy się zewnętrznie i zaaplikowaliśmy dawkę wewnętrznie chłodzących elektrolitów chmielowych :smile:

Wieczorem poszedłem jeszcze połazić nad rzeką, na samym końcu kampingu stał GS na niemieckich blachach - z racji mojej gadułowatości stwierdziłem, że pójdę pogadać z naszym zachodnim sąsiadem. Pierwsze gadka się za bardzo nie kleiła, ale po czasie okazało się, że Pastor (tak się przedstawił) własnie wraca z Nordkapu, co więcej ma polskie korzenie i swojej moto-korzenie ma również w hondzie. Zrobił ponad 100kkm na afryce (kupionej w salonie), którą naprawdę miło wspominał (komentując do BMW). Grzecznie się pożegnałem i polazłem do naszego namiotu.

Za parę chwil przychodzi do nas ów Niemiec pomacać moją afrykę i zaprosić nas na wino - tego się nie spodziewałem. Oczywiście idziemy. Rozmowa miła, ale to nie to samo co wieczór wcześniej z rumuńskim kolegą - czuć dystans. W czasie sączenia wina Pastor pochwalił się, że zaraz po powrocie wystawia swojego GS i kupuje nową, śwież pachnącą Africe - też bym chciał tak po prostu iść do sklepu z Afrykami i kupić sobie jedną...

Osuszyliśmy wino do końca i udaliśmy się wszyscy na kolejny, w pełni zasłużony odpoczynek

niedziela, 30 sierpnia 2015

Wakacyjna wyprawa - dzień trzeci - Kłajpeda, Kuldiga, Irbene, płw. Kolka

07.08.2015

Poranek budzi nas mgłą - ot takie urozmaicenie od lampy dni wcześniejszych.
Bierzemy się za gotowanie wody na obowiązkową poranną kawę (bez tego chodzę jak zombie). Do stołu dosiada się nasz sąsiad z pola - młody Niemiec do na dwóch kołach, ale pędzonych nogami jedzie dookoła Bałtyku.
Sympatycznie pogadaliśmy, cosik o Polsce doradziliśmy i ruszyliśmy każdy w swoją stronę, on na S, my na N.

Po paru kilometrach zjeżdżamy na stację Orlenu, co prawda, nie tankować, ale się doubierać (tzn ja musiałem bluzę na zbroję narzucić, bo we mgle potrafiło pizgać chłodkiem).

Przekraczamy granicę z Łotwą, fotki nie będzie to nie zatrzymywaliśmy się ze względu na bardzo duże stężenie służb mundurowych - natomiast dosłownie parę metrów dalej dajemy w lewo kierując się na Nidę (pierwsza wiocha na Łotwie, w której dokładnie nic nie ma, ale chcieliśmy owe nic zobaczyć).
Przy zakazie wjazdu na wydmy zostawiamy motongi i idziemy na plażę:



Drogą A11 (aż mnie trzepie jak sobie przypomnę) jedziemy (przepraszam za nadużycie literackie) - bardziej stoimy na wahadłach - po 11. przestałem liczyć  - tracimy jakieś 2 godziny (na 40 km) w drodze do Lipawy, a dokładnie do Karaost.



 Jest to dzielnica miasta, która dawniej była rosyjską bazą marynarki. W tej dzielnicy znajduje się hostel w więzieniu, ale to nas nie interesuje, my jedziemy do fortu, który jest już częściowy pochłonięty przez morze.







Ogólnie bardzo ciekawy klimat, wart spacerku, a nawet myślę, że spokojnie można się tam zakamuflować na kimanie - ale nie koło południa  :p

Droga czeka, więc odpalamy maszyny i pędzimy do Kuldigi z najszerszym wodospadem w Europie. Po drodze zaliczamy nasz jedyny kontakt, ze służbami mundurowymi - tzn ja podjeżdżam do policmajstra na DL-u zapytać, czy gdzieś tu w okolicy jakaś stacja benzynowa jest - na szczęście była 2 km dalej.

Sam wodospad natomiast z mostu wyglądu tak:



Ładny, ale jakoś mnie nie urzekł...może przez temperaturą, która nie sprzyjała poruszaniu się w motociuchach.

Wracamy nad morze - kolejny punkt wycieczki znajduje się po drodze na Kolkę. Chcemy zobaczyć największy w tej części Europy radar astronomiczny - dawniej wykorzystywany przez wojsko ZSRR.



Czasza ma 35 metrów średnicy i naprawdę robi wrażenie - niestety zwiedzać obecnie nie można, bo jest w remoncie - ale nie przeszdza to zrobić ładną fotę z motocyklami:



Do obsługi radaru zbudowane zostało miasto Irbene - obecnie opuszczone:



Dalej droga wiedzie na północ - na Kolkę... Zajeżdżamy na parking, pamiątkowa fota przy charakterystycznej rzeźbie:



i idziemy zdobyć ten najbardziej północny punkt półwyspu - oczywiście w ciuchach moto nie rzucamy się w oczy  :D





Po zaliczeniu wieży do obserwacji ornitologicznych decydujemy, że na dziś wystarczy i jak będzie kamp to zjeżdżamy...następuje to po jakiś max 2 km (kordy: 57.748695, 22.595077). Przy wjeździe poznajemy motocyklistę na intruderze 1800 z Rumunii, z którym przegadaliśmy cały wieczór - niesamowicie pozytywny człowiek. Według mnie właśnie po to się jeździ, żeby spotykać takich ludzi na swojej drodze.



Zupełnie nie przeszkadzało nam, że jeździmy na innych sprzętach (żona Geogra jeździ na DRZcie - a obcenie to zajmuje się ich córeczką - więc kumał klimat offu, choć jak sam stwierdził to mu nie leży).

Osuszyliśmy parę piwek, upiliśmy troszkę wiśniówki z domieszką truskawek (bardzo fajne połączanie) z zasobów Geogra - następnie koło 22 poszliśmy znów na koniec półwyspu na zachód słońca:





Jeszcze trochę poczekaliśmy do zmroku i udaliśmy się wszyscy na w pełni zasłużony odpoczynek.



Darmowa porada warta 2 euro przy 2 moto - jak zamierzacie tak jak my spać na półwyspie, to od razu na kamp trzeba jechać, a nie płacić za wjazd na parking z rzeźbą.

środa, 26 sierpnia 2015

Wakacyjna wyprawa - dzień pierwszy - przez Polskę

Mieliśmy wystartować, 4.08 zaraz po pracy, ale dzień wcześniej okazało się, że z grubsza znajdujemy się w czarnej  du...ie  i te parę godzin to będzie tak idealnie, żeby się spakować, zrobić jakieś zakupy etc.

05.08.2015

Chwilę przed piątą raną zatrzaskuję bramę garażowa i ruszam po Młodszego. Pól godziny później wyjeżdżamy z Bielska mijając sznur samochodów ludzi jadących na pierwszą zamianę - my w drugą stronę po przygodę.

Pierwsza przerwa w Olkuszu - pochłaniamy po zapiekance, kawusi i szukamy mojego światła stopu - okazało się, że jak grzane manety montowałem odpiął mi się kabelek - pierwszy wniosek z wyjazdu - sprawdź wszystko jak zanim ruszysz w trasę nawet jak jesteś pewien, że jest ok.




Dalej tylko czeszemy km po "trzycyfrówkach" - jedyny wyjątek to kawałek jazdy "50".

Po drodze zgadujemy się z  Reindeer-em z TCP  i umawiamy się na polu namiotowym "Słoneczny Stok" w Półkotach (miejscówka godna polecenia), który akurat wraca z kierunku, gdzie my jedziemy.

Pierwsze co robimy po rozbiciu namiotu to rzut rozgrzanych zwłok po ponad 700 km do jeziorka, coby usunąć smrodek (chociaż z perspektywy czasu to jeszcze ładnie pachnieliśmy ) i wyrównać bilans termiczny, a później były wieczorne rozmowy przy ognisku, nachmielanie organizmu, kiełba na kolację....tak już poczuliśmy, że jesteśmy w drodze.



Kolo 23 gasimy ognicho i idziemy spać... jutro opuszczamy Polskę.

sobota, 18 lipca 2015

Beskidu Niskiego ciąg dalszy - czyli co, my nie przejedziemy...

Sobota i niedziela będzie hurtem razem...bo taki mam humor i sączę sobie zimne chmielowe  :D

Na sobotę zaplanowane mieliśmy atrakcje w Beskidzie Niskim.
Ruszamy o świcie....tak koło 10tej, no w końcu to urlop i trzeba się wyspać :D

Z Zawadki w górę, przez łąki....no dobra przed łąkami były pola i to nie byle jakie pola - pola barszczu co parzy, ale my dzielnie przejechaliśmy (drogą przez pola)  :D
Jazda po  zarośniętej drodze ma to do siebie, że dziurę pierwsze czujesz, a potem widzisz. Prawie godzinny offik na dobry początek dnia jest mile widziany.
W Króliku Wolskim opuszczona cerkiew - została "zabezpieczona":



Na szczęście dzwonnicy nie zabezpieczyli w ten sposób:


Z Królika przez Rymanów Zdrój - oczywiści ile się da jedziemy poza czarnym - pędzimy do Bóbrki.
Tam czeka na nas zwiedzanie muzeum nafty i gazu - nie wiedzieć czemu podoba mi się ono.
I pomyśleć, że kiedyś Polska miała 3 miejsce w ilości wydobywanej ropy na świecie.



Dalszy plan zawiera się w słowach i mniej czarnego tym lepiej - odwiedzamy Olchowiec z jego cerkiewką i świetnym kamiennym mostkiem, dalej niby w stronę Krempnej, ale popełniam mały błąd nawigacyjny i trafiamy do prywatnego muzeum (a raczej izby) łemkowskiej. Starszy pan z Łodzi wraz z żona prowadzą to muzeum - warto tam zabłądzić, człowiek ma niesamowitą wiedzę i mimo już bardzo słusznego wieku świetnie opowiada o okolicy i ludziach.

W drodze do Krempnej zaczynają się pierwsze brody:



Docelowo chcemy do Radocyny na obiadek skoczyć. Kto zna drogę ten wie, że do pokonania jest jak dobrze pamietam 5 brodów na Wisłoku - z czego pierwszy w tym roku był dość głęboki. Na tyle głęboki, że 2 rajderów na xt660z i DL stwierdzili, że odpuszczają.
My się przymierzamy do pokonania brodu i ..... okazuje się, że na końcu świata można spotkać znajomych - więcej nie napiszę tutaj będzie w epilogu.
Daliśmy radę, ale faktycznie było grubo  :at:
Obiadek w Radocynie - no taki sobie był, na szczęście wieczorem  :dupa:  nie urywało... może to kwestia wieczornego uzupełniania "soli mineralnych" ale tym szkodliwym napojem:



Po drodze do Zawadki na niebie zobaczyliśmy fajny widoczek:



Chłopaki mieli świetne noszenia - bo niektóry w miejscu robili wysokość.

Niedziela to już powrót do Bielska - oczywiscie na skróty m.in przez przełęcz Dukielską i miejsce upaniętaniajce wielką bitwę pancerną:



Popołudniu dojechaliśmy szczęśliwie do domu i padlismy na twarze - bo było ciepławo i tak skończył się przedłużony weekend.

Epilogiem niech będzie obraz stworzony przez Młodego:


Wszystkie zdjęcia z wyjazdu dostępne są tutaj:

piątek, 17 lipca 2015

Weekend od czwartkowego popołudnia, czyli jedziemy w Beskid Niski - część pierwsza i nie ostatnia

Na forum transalpowym można przeczytać sobie relację wilqa w tego wypadu, postanowiłem napisać również swoją - czemu ? Bo mi sie nie chce kopiować :P
Link do relacji wilqa

Zacznijmy od początku na zlocie w Jeziorsku podło pytanie Młody co robisz 17-19 lipca - mówię że nie wiem, bo można by pojechać w biesy, więc postanowione.

16 lipca godzina ok. 15 45
Siedzę spakowany do drogi i prażę się w kurtce, spodniach, butach w 30 stopniowym upale przed firmą wilqa

Po 15 min wreszcie nadchodzi wilqu - wreszcie bo bym się tam roztopił chyba, pakuje Afrę i lecimy w stronę Zawadki Rozwadowskiej a więc naszego celu do przejechania ok. 250 km. Trasa minęła dość gładko aczkolwiek początek był męczący. W Zawadce meldujemy się ok 21 i po wypakowaniu gratów i przywitaniu wszystkich obecnych zasiadamy do browarzenia  i nie tylko :P spać poszedłem koło godziny 1 :)
 



Rano po wyjściu z chatki oczom moim ukazała się wielka czarna chmura - Myślę sobie "to sobie pojeździliśmy dziś" ale o dziwo burza przeszła szybko trochę popadało i zaczęło nawet wyglądać słońce a więc czas ruszać.
Wpierw na granicę Słowacką zalać wachę do pełna a następnie na trasę która opiewała wypada za granicę lekkim offem i wjazd do Paloty gdzie stał czołg, a czołgi są fajne także czas na foto :






Po zakupieniu w okolicznym sklepie dobrych trunków (sprzedawanych przez bardzo sympatyczna ekspedientkę - aż na trunkach się skupić nie mogłem - dopisał wilq) na wieczór pojechaliśmy w stronę wielkiej pętli Bieszczadzkiej i i spokojnie ją pokonaliśmy :)







Po drodze wpadliśmy do muzeum kolejki wąskotorowej gdzie Hanka powiedziała że nie chce jechać. Cóż nie to nie idę zwiedzać muzeum :) Panowie na "bramkach" wpuścili nas darmowo ( nie wiem czy to norma czy nie ale dzięki ) Kilka następnych zdjęć:







Wróciliśmy a Hanka dalej marudzi że nie chce jechać ( kręcę, kręcę i nic ) zapaliła ale jakoś tak nie mrawo idzie - obrotomierza brak - diagnoza moduł umiera. Rozbieramy kanapę kilka poruszeń modułami i wtyczkami odpala od strzału - no cóż trza kupić nowy.
Jedziemy dalej w końcu docieramy nad Solinę gdzie gryzie mnie trzmiel czy coś podobnego - dobrze że nie osa czy inne bardziej bolesne skrzydlate sku******o :P ( sorry dla fanów os )
Czas coś zjeść ale jesteśmy przygotowani nowo otwarta knajpa w Myczkowcach obok Soliny ( następna zapora ) prowadzona jest również przez trampkarza niejakiego Obcego
Link do fanpage restauracji

Poznaliśmy właściciela, zamówiliśmy obiadek a tu nagle na stół wchodzą flaczki jako przystawka ( przystawka w porcji tak dużej że spokojnie mogła by być obiadem ) i nie nie było pomyłki po prostu taki gratis od właściciela - dzięki :) Następnie na stół wpadł obiad główny - zamówiłem kotleta schabowego - powiem tak wiele kotletów zjadłem w życiu ( w restauracjach jem tylko kotlety w zasadzie) ale tak wielkiego kotleta nigdy nie widziałem :D a do tego w smaku super ! Polecam serdecznie tę knajpę !




Po obiadku nasmarowaliśmy łańcuchy i ruszyliśmy już w stronę Zawadki, po drodze widzieliśmy jak zbliża się srogi deszcz ale nas złapało jedynie kilka kropel. Przy okazji w Afryce zepsuły się kierunkowskazy więc wilq stosował metodę z czasów Ogara - łapa w bok :P

Dalej to już tylko jazda po fajnych winklach i do Zawadki, gdzie słodzić trzeba piwo co je ze SK wieziemy i można się oddawać rozrywkom, takim jak Scrable na kocyku wieczorowa porą:




Można też poczytać książki:




A potem to wieczorna alblucja, którą dokonujemy w kolejności:

- pobieranie wody najprawdziwszym żurawiem:



pamiętając, że przy studni:



- potem 



i na koniec


Po tych czynnościach piwo już będzie odpowiednio schłodzone, a my gotowi na wieczorne Polaków rozmowy.