Sobotni poranek wita nas w deszczem, nic się nie chce. W łemkowskiej chyży czas płynie zupełnie inaczej, wolniej, leży w łóżkach, rozmawiamy... w tzw międzyczasie napływają informacje o tym ,że nadciąga wsparcie w osobie Bosi-ego - czytaj będzie się działo!
Koło godziny 11 ruszamy - troszkę mży, jak bardziej pada stosujemy technikę chowania się pod drzewami albo jaką wiatą (trzeba przyznać, że idealnie są dopasowane do naszych potrzeb - naet stojaki na kaski mają):
Kierujemy się na Krempną - po drodze przelatujemy - niestety dosłownie - przez drewniany mostek. W moim przypadku tylne koło obute w kostki wyprzedza przód i zaliczam regularny ślizg. Gmole w Hani spisały się na medal - wyrwały dziurę w moście, potem szlifując po asfalcie wskrzeszały piękny snop iskier, porządne spodnie to też ważna rzecz - obyło się prawie bez strat (ale od czego jest power-tape). Przed Krempną, w Polanach zahaczamy cerkiew, obecnie kościół katolicki - zamknięta (ale jesteśmy tu nie ostatni raz).
Koło godziny 11 ruszamy - troszkę mży, jak bardziej pada stosujemy technikę chowania się pod drzewami albo jaką wiatą (trzeba przyznać, że idealnie są dopasowane do naszych potrzeb - naet stojaki na kaski mają):
Kierujemy się na Krempną - po drodze przelatujemy - niestety dosłownie - przez drewniany mostek. W moim przypadku tylne koło obute w kostki wyprzedza przód i zaliczam regularny ślizg. Gmole w Hani spisały się na medal - wyrwały dziurę w moście, potem szlifując po asfalcie wskrzeszały piękny snop iskier, porządne spodnie to też ważna rzecz - obyło się prawie bez strat (ale od czego jest power-tape). Przed Krempną, w Polanach zahaczamy cerkiew, obecnie kościół katolicki - zamknięta (ale jesteśmy tu nie ostatni raz).
Dalej jedziemy do Huty Polskiej do kościółka:
W Hucie Krempskiej przejeżdżamy obok hodowli przepięknych koni:
Wracamy do Krempnej - tankujemy nasz maszyny i dalej jedziemy do Kotań(nia) - po drodze mijamy nietypową parę młodą:
W Kotaniu sesja foto przy cerkwi:
Kierunek Radocyna przez opuszczoną wieś Nieznajowa:
Po drodze mamy do przejechania 5 brodów - na szczęście poziom wody jest niski.... na tyle niski, żeby nie umyć sobie kask z błota :) W Radocynie jemy obiadek.
Lecimy na Słowację - tam drogi nie lepsze:
Co nas akurat bardziej cieszy niż martwi - wracamy do Polski i jedziemy na cmentarz z I Wojny Światowej w Ożennej:
Jeśli o takim miejscu jak cmentarz można powiedzieć, że jest piękny to ten na pewno - wieczny odpoczynek w takim miejscu....
Kolejne km to słynna droga na Krempną - ta z zawalonym mostkiem - jakoś poszło - ale samemu nie radzę - my we dwóch nawet się "lansujemy":
Wracamy do Krempnej do cerkwi:
oraz nad Zalew:
Jeszcze tylko zakupy na "wieczorne polaków rozmowy" i wracamy do Zawadki, gdzie po niedługim czasie robi się mały zlocik TCP:
Ciąg dalszy nastąpi :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz